Dziękuję Ci Panie Boże za Twojego Syna Jezusa Chrystusa, za Jego krew przelaną na krzyżu, dzięki której mam zbawienie. Dziękuję za Twoją łaskę Panie, która sprawiła, że moje serce otworzyło się na Twojego Syna Jezusa Chrystusa, na ewangelię i Kościół Chrystusowy.
Wzrastałam w rodzinie katolickiej, nie praktykującej, wychowywali mnie dziadkowie. Moja matka urodziła mnie gdy miała 17 lat, gdy miałam rok oddała mnie rodzinie ojca. Jej matka, Cyganka, nie akceptowała mojego ojca, więc cieszyła się, że moim wychowaniem zajęli się dziadkowie. Mój ojciec większość życia spędził w więzieniu, w którym nawrócił się i przyjął chrzest..
Niestety po wyjściu z zakładu karnego poszedł złą drogą, zmarł śmiercią tragiczną w wieku 44 lat.
Pamiętam, że dziadkowie bardzo mnie kochali, babcia była prostą kobietą o kochającym sercu, bardzo chorowała. Jednak w tym domu był alkohol, bijatyki... Gdy miałam 6 lat byłam molestowana, a człowiek, który mi to zrobił nie poniósł za to żadnej kary, skończyło się na awanturze. Ta i wiele podobnych sytuacji, utwierdzały mnie w przekonaniu, że można mnie bezkarnie ranić i jest to całkiem normalne. O Bogu wiedziałam tyle ile nauczono mnie na lekcjach religii, uważałam Go za Stworzyciela i Sędziego, o Jego miłości i łasce niewiele wiedziałam.
Mając niespełna 18 lat wyszłam za mąż. Myślałam, że dobrze wybrałam, mąż był kiedyś ministrantem, był dobry i miły... Niestety sielanka trwała krótko, potem był już tylko alkohol, przemoc fizyczna i straszenie, że jeśli od niego odejdę, to mnie zabije. Było coraz gorzej, żadne odwyki, kluby AA, nie pomagały. Czasem szliśmy do kościoła albo jechaliśmy na pielgrzymkę, ale to niczego nie zmieniało. Mąż pił i końca nie było widać, sprzedawczyni w sklepie już nie chciała mi dawać jedzenia na "kredyt", tonęliśmy w długach, mąż nie mógł utrzymać żadnej pracy, byłam załamana i samotna. Czasem prosiłam Boga o pomoc, ale to wszystko.
Pewnego dnia mąż czytając gazetę, spojrzał na mnie i zapytał, czy chciałabym, aby wszystko się ułożyło, obiecał, że przestanie już pić i będziemy wspaniałą rodziną. Od dziecka o niczym innym bardziej nie marzyłam. Wtedy powiedział mi, bym poszła do Agencji Towarzyskiej, że dzięki temu spłacimy długi, wszystko się ułoży... A ja naiwnie się zgodziłam... Gdybym miała Boga w sercu nigdy by do tego nie doszło! Zaczął się mój koszmar, który trwał ok. 3 lata. Byłam na moralnym dnie. Żeby wytrzymać to poniżenie, popijałam alkohol, kilka razy brałam też narkotyki. Dzięki Bogu nie uzależniłam się od tych używek. Z tego bagna wyciągnęła mnie moja kochana babcia, która do końca o mnie walczyła i nigdy mnie nie potępiła. To było 12 lat temu. Wkrótce potem zachorowałam na depresję napadowo-lękową. Ta choroba powoli zaczęła mnie zmieniać, przybliżać do Boga. Pamiętam swój pierwszy atak lęku, kiedy zaczęłam wręcz wołać modlitwę "Ojcze nasz". Wtedy zaczęła mnie odwiedzać znajoma, która jest Świadkiem Jehowy i za jej namową zaczęłam czytać Biblię. Czytałam, ale moje serce było wciąż zalęknione i szczelnie zamknięte.
Niedługo po tym jak zachorowałam, poznałam Leszka, mojego obecnego męża, za którego dziękuję Bogu z całego serca! Gdy się poznaliśmy, opowiedziałam mu o mojej przeszłości, by dokładnie wiedział jaka byłam. Mimo to Leszek nie odwrócił się ode mnie, ale mnie pokochał! Dzięki Ci Boże! I tak przez ostatnie 5 lat wracałam do Biblii, czasem z Leszkiem odwiedzałam zbór w Palowicach. Niestety będąc tam czułam się gorsza i było mi wstyd. Miałam też niewłaściwe wyobrażenie o ludziach wierzących i w ogóle o Bogu, (to częściowo spowodowane było nauczaniem jakie odebrałam w liceum prowadzonym przez zakonnice), miałam teologiczny mętlik.
Pewnego dnia przeczytałam świadectwo nawróconego księdza i to wyjaśniło mi wiele wątpliwości!
Coraz chętniej czytałam Biblię i to Słowo zaczęło do mnie docierać! Tak jakby w końcu otworzyło się dla mnie coś, co wcześniej było zamknięte! Poczułam bardzo silną potrzebę wyznania Bogu moich grzechów, wyznania tego, że wierzę w Pana Jezusa, który za te grzechy umarł, że On mnie kocha, że chcę być Jego dzieckiem!!
I tak 19 lipca 2011 r. wyznałam to Panu Jezusowi, a potem powiedziałam moim najbliższym o zamiarze wyznania tego publicznie podczas chrztu! 31 lipca zostałam ochrzczona, od tej pory mój Zbawiciel mnie prowadzi, leczy moje zranienia i prostuje moje poplątane ścieżki! Chwała Mu za to!!
