Cierń w ciele Pawła

środa, 12, październik 2011

„W tej sprawie trzy razy prosiłem Pana” (2 Kor. 12,8).

W ten sposób powinniśmy przynosić nasze sprawy przed Boga, mówiąc Mu o WSZYSTKIM, nie tylko o wielkich próbach, ale nawet o małych problemach, małych doświadczeniach. To jest Przyjaciel, którego mamy w niebie, który lubi nas błogosławić, któremu sprawia przyjemność pomaganie każdemu z Jego dzieci. Och, co za szczęście wzrastać coraz bardziej w świadomości przyjaźni naszego niebiańskiego Przyjaciela i mieć z Nim społeczność każdego dnia, więcej lub mniej przez cały dzień.

Teraz słyszymy odpowiedź: „DOSYĆ MASZ, GDY MASZ ŁASKĘ MOJĄ”. To znaczy: „Jesteś Moim dzieckiem i z tego wynika, że Moje sposoby postępowania z tobą są najlepszymi możliwymi sposobami, i że masz w niebie Przyjaciela, który nigdy cię nie opuści ani nie porzuci. Jestem twoim Pomocnikiem za każdym razem i we wszelkich okolicznościach, i jeśli właściwie użyjesz tego, co otrzymałeś przez wiarę w Panu Jezusie, będziesz bezustannie mieć sposobność, aby uwielbiać Mnie we wszystkich okolicznościach i próbach!”

Jeśli chodzi o to, co znaczy być uczestnikiem łaski, powinniśmy za każdym razem i we wszelkich okolicznościach być całkowicie zadowoleni z Bożego postępowania względem nas. Czy mamy radość czy smutek, chorobę czy zdrowie, pomyślność czy nieszczęście, WSZYSTKO, wszystko bez wyjątku jest pod kierownictwem i zarządzaniem Bożym. On daje nam bezustanne sposobności, aby Go wielbić. I to jest wielki cel naszego życia po nawróceniu – uwielbianie Boga każdej godziny z takiego miejsca i takich okoliczności w jakich zechciał nas postawić.

A skutek będzie taki: Pokój i radość w Duchu Świętym przez cały czas jak dzień długi, kielich przelewać się będzie, radości nieba dobrą miarą będą wlane do naszej duszy, nawet teraz, kiedy jesteśmy jeszcze w ciele.
Och, oby to było jeszcze bardziej w naszych sercach, aby kościół Boży mógł jeszcze bardziej, teraz pod koniec dziewiętnastego wieku, powstać, aby uwielbiać Boga.
A później są słowa: „Kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny”. Właśnie nasze słabości dają sposobność objawienia się mocy Pana Jezusa Chrystusa. Ten błogosławiony Pan nigdy nas nie opuści ani nie porzuci; im większa nasza słabość, tym bliższe jest okazanie się Jego mocy; im większe nasze potrzeby, tym większą mamy podstawę, aby ufać, że Jego pomoc jest blisko – że nie jest On daleko – że ciągle będzie okazywał się naszym Przyjacielem. Co za pokój, co za pociechę daje to sercu.

I były to moje doświadczenia przez ponad 70 lat; im większa próba, im większy problem, tym bliższa pomoc Pana. Ciągle na nowo miałem wielkie trudności, ale nigdy nie zostałem opuszczony przez mojego Drogiego Pana. Często wydawało się, że muszę ugiąć się pod ciężarem, ale to nigdy nie nastąpiło i nigdy nie nastąpi, ponieważ Drogi Pan Jezus Chrystus nigdy nie porzuci Swego ludu. Im bardziej potrzebuję pomocy, tym bliższa jest Jego pomoc.

Więcej modlitwy, więcej wiary, więcej ćwiczenia w cierpliwości przyniesie błogosławieństwo.
I gdyby w przyszłości musiały przyjść inne próby, inne problemy, naszą sprawą jest mieć oczy zwrócone na Pana Jezusa. ON pozostaje naszym Pomocnikiem. Pozostaje naszym Panem. Nigdy nas nie porzuci ani nie opuści. Dlatego więc naszą sprawą jest teraz wylanie naszego serca przez Nim, a pomoc w Jego własnym czasie i sposobie na pewno przyjdzie!